Brama Nad Jeziorem
Burza przetoczyła się nad jeziorem już przed świtem, pozostawiając po sobie ciężkie, parujące powietrze. Sonia siedziała na ganku, oparta o spróchniałą balustradę, nogi podciągnięte pod brodę. Naprzeciwko, na leżaku, leżał Bartek, jeszcze zaspany, z książką na klatce piersiowej. Pomiędzy drzewami widać było fragment jeziora, lśniącego w pierwszych promieniach słońca.
— Wstawaj — mruknęła Sonia, szturchając Bartka stopą. — Dziś idziemy na północny brzeg. Słyszałam, że tam są jakieś ruiny.
Bartek otworzył jedno oko. Chwilę potem na ganek wybiegli bliźniacy, Kacper i Lena, z rowerowymi kaskami na głowach i kanapką w ręku.
— Mówiliśmy już rodzicom, zabieramy prowiant i aparaty — powiedziała Lena, poprawiając kurtkę. — Podobno po tej stronie lasu prawie nikt nie chodzi.
Las był gęsty, wilgotny, pachniał ziemią i żywicą. Przez pierwsze pół godziny rozmawiali szeptem, jakby bojąc się obudzić drzemiące pod ściółką stworzenia. Wkrótce ścieżka przestała być szutrowa, zamieniła się w splątane korzenie i mech. Gdzieś przed nimi przemknął lis.
W końcu, za ostrym zakrętem, zatrzymali się jak na komendę. Pośród paproci i dzikich malin wbita w ziemię tkwiła żeliwna brama. Nie prowadziła do żadnego ogrodzenia ani ścieżki — po prostu stała, porośnięta bluszczem, z kutym wzorem przypominającym słońce.
— Chyba to te ruiny — szepnął Kacper, zerkając na Bartka.
— Ale tu nic nie ma — zauważyła Sonia. — To tylko brama.
Bartek ostrożnie podszedł i dotknął chłodnego metalu. W tej samej chwili powiał zimny wiatr, szeleszcząc liśćmi. Lena próbowała zajrzeć przez kuty wzór, ale po drugiej stronie była tylko gęstwina.
— Przechodzimy? — spytała z napięciem.
Zapadła cisza. Czuć było ciężar chwili. Każde z nich wiedziało, że przekroczenie bramy może oznaczać początek czegoś, czego nie potrafią sobie nawet wyobrazić.
— Na trzy — wyszeptał Bartek.
Złapali się za ręce. Sonia poprowadziła. Przeszli pod żelaznym łukiem. Przez moment świat wokół zawirował — powietrze zgęstniało, dźwięki zgasły, a światło rozlało się mleczną poświatą. Zatrzymali się tuż za bramą, oniemiali.
Las był inny. Rozłożyste drzewa rzucały wydłużone cienie, a z oddali, gdzie nie powinno być wody, rozbrzmiewał cichy szum fal. Coś poruszyło się w głębi, jakby czekało, aż nowi goście zrobią pierwszy krok.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?