Atlas Wyobraźni
W opuszczonym obserwatorium nad rzeką, gdzie słońce rysowało blade smugi na cegłach, Kaja rozkładała papiery. Studiowała grafikę i lubiła tu ciszę, która brzmiała jak oddech wielkiej lunety. Żelazne schody skrzypiały, gdy wnosiła termos z herbatą i tubę z rysunkami. Tego popołudnia szukała sprytnej perspektywy do plakatu, ale myśli krążyły gdzieś indziej.
Pod stołem znalazła płaską, mosiężną walizkę bez zamka, jakby zostawioną w pośpiechu. Na wieczku ktoś wytrawił napis Atlas Wyobraźni oraz drobny symbol falującej linii. W środku leżał tom w czarnej oprawie, gruby, pachnący ozonem i deszczem nad betonem. Strony były gładkie, a jednak czuła pod palcami faktury, których nie widziała.
Zanim zdążyła cokolwiek pomyśleć, ołówek sam, bez wahania, znalazł na marginesie początek linii. Narysowała wąską klatkę schodową, która nie mogła istnieć w żadnym budynku, bo skręcała jednocześnie w górę i w bok. Atrament przewędrował cienko po krawędzi rysunku, jakby badał cierpliwie jego granice i wytracał prędkość. Powietrze w kopule drgnęło i poczuła, że schody w rysunku mają ciężar.
Na marginesie pojawiła się drobna siatka i współrzędne, których nie znała z żadnej mapy. Obok dopisało się słowo: Wejście, a za nim krótkie zdanie, jak z obcej instrukcji: Potrzebne dwa umysły, ten sam obraz. Kaja zaśmiała się nerwowo, lecz w tym momencie stary telefon polowy przy ścianie zadzwonił pojedynczym, głuchym tonem. Nie był podłączony od lat, a jednak zielona lampka mignęła jak oko kota.
Podniosła słuchawkę i usłyszała szept, delikatny jak kreda na tablicy, lecz pewny. Ktoś opisywał te same schody, krok po kroku, jakby czytał jej myśli z drugiego końca niewidzialnego mostu. Kaja usiadła przy atlasie i dorysowała poręcz, czując, jak jej dłoń prowadzi obca dłoń, równolegle, z drugiej strony papieru. W kopule zaszumiała rzeka, choć okna były zamknięte, a w smugach światła zaczęły unosić się drobne, białe okruchy.
Pachniały tynkiem i świeżą deszczówką, układając się w kontur drzwi na ścianie naprzeciw lunety. Drzwi nie miały zawiasów ani futryny, tylko rysowany ołówkiem łuk i prostą klamkę. Kaja spojrzała na własny szkic, potem na ścianę, porównując każdą kreskę z cieniem. Szept w słuchawce raz jeszcze wypowiedział jej imię, tym razem jej własnym głosem, starszym o kilka lat. Sięgnęła po klamkę, gdy nagle ktoś od środka nacisnął ją pierwszy, zdecydowanie.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?